Historia Sanktuarium

Wielce tragicznym wydarzeniem w dziejach kultu Matki Boskiej w Starej Wsi było spalenie cudownego obrazu Zaśnięcia i Wniebowzięcia NMP. Wydarzenia te miały miejsce nad ranem 6 grudnia 1968 roku. Komuniści chcieli zniszczyć kult maryjny oraz zemścić się na jezuitach, którzy nie byli im ulegli.

Całość staranie zaplanowano i przeprowadzono używając napalmu. Od początku śledztwa prokuratorzy fałszując fakty, kierowali podejrzenia na samych jezuitów, którzy mieliby przez zaniedbanie lub celowo dla rozgłosu podpalić obraz. Uległ zniszczeniu przedmiot kultu, pomnik kultury polskiej a zarazem dzieło sztuki malarskiej wysokiej klasy z początku XVI wieku.

Pożar w starowiejskim sanktuarium nie był odosobnionym wypadkiem. Z „niewyjaśnionych przyczyn” spłonęło wiele kościołów lub wnętrz kościelnych na terenie całego kraju. Podpalenia były powiem jednym z elementów bezkompromisowej walki komunizmu z Kościołem. W samej tylko diecezji przemyskiej odnotowano kilkadziesiąt podpaleń i pożarów.

Pożar obrazu matki Bożej w Starej Wsi był poprzedzony serią pozorowanych włamań i grabieży świątyni. Mieszkańcy Starej Wsi wspominają o mężczyznach interesujących się obrazem pod koniec lat 60., - jego zabezpieczeniami, dojściem, ruchem wiernych… Uwagi parafian nie ubiegły również krzątające się wokół świątyni po zmroku sylwetki. Nikt jednak wtedy nie mógł przewidzieć następstwa tych incydentów.

Na podstawie relacji naocznych świadków, zebranych przez o. Kazimierza Kucharskiego SI zostały odtworzone chwile poprzedzające pożar oraz jego przebieg.

Wieczorem, 5 grudnia około 19:00 zamknięto kościół oraz wyłączono zasilanie elektryczne jak wspomina br. Stanisław Bąk SI: po roratach zamknąłem kościół /…/ świece gasił tego wieczoru ojciec Jan Przygoda… następnie w towarzystwie ojca Mikulskiego wyłączyłem prąd w całym kościele. Zamknąłem zakrystię a klucze oddałem do pokoju ojca proboszcza.

Tragicznego dnia 6 grudnia 1968, około godz. 4:50 jako pierwszy do kaplicy domowej wszedł brat Wincenty Moszkowicz SI: W kaplicy jeszcze nikogo nie było. Poczułem swąd dymu, ale go widać nie było. Byłem przekonany, że to jest po prostu dym z kotłowni… W tym czasie usłyszałem ko kościele stuk podobny do takiego, jak Ignac czyści ruszty. Dziwiło mnie trochę, dlaczego tak wcześnie.

O godzinie 5:00 zadzwoniono na „Anioł Pański”. Idący do kaplicy ojciec rektor Karol Miziniak SI, pierwszy zauważył w oknie kościoła czerwień ognia. Na alarm zbiegi się wszyscy domownicy. Natychmiast zawiadomiono Zawodową Straż Pożarną w Brzozowie.
W pierwszej chwili po wejściu do kościoła wszystko spowijał gęsty i gryzący dym. Proboszcz, o. Jan Przygoda SI zabrał z tabernakulum Najświętszy Sakrament kiedy cały ołtarz stał w ogniu.

Obraz gaszono od strony prezbiterium oraz z przejścia za obrazem. Zabezpieczające obraz grube blachy były rozpalone do pełności. Klerycy zabezpieczeni jedynie mokrymi ręcznikami przykładami do twarzy walczyli z ogniem do czasu przybycia straży pożarnej.

Gdy odsłonięto na bok rozgrzaną potężną blachę zabezpieczającą cudowny obraz od tyłu było już po wszystkim. Zamiast cudownego obrazu – czarna czeluść; w kościele pełno dymu, a w dole miotające światłą latarek i reflektorów…

Zniszczenie obrazu nie przyczyniło się do upadku sanktuarium, lecz przeciwnie, do wzmożenia w nim ruchu. Wydatnie wzrosła liczba pielgrzymek, a obraz odtworzono w postaci kopii.


     

Początek strony

Boot template designed by starawies.net